środa, 6 maja 2015

I rozdział

W Paryżu to była deszczowa noc z 7 na 8 września 2013 roku. Nigdy tej daty nie zapomnę. To była noc, kiedy zaczęłam zupełnie bez powodu śnić inaczej niż zwykle. Zawsze kręciłam się na łóżku jak jakaś psychiczna. A tym razem nie. Przez całą noc byłam skulona i trzymałam misia, z którym jestem bardzo związana. Nie poruszyłam nawet ręką. Widocznie sen bardzo mi się podobał. Normalnie podobałyby mi się kolorowe sny. A ten był inny. Ten był kompletnie inny. Ciemny. Mroczny. A jednak bardzo mi się spodobał. Wydawało mi się, że to wszystko dzieje się na prawdę. Do dziś nie jestem pewna, czy to był sen.

Śnił mi się zamek. Nie taki zwykły. Ciemny, gotycki, wspaniały zamek. W podświadomości wiedziałam, że to przerobiony pałac w Awinionie. 
Sen zaczął się, gdy wchodziłam do swojego pokoju, właściwie komnaty. Wrota, które otworzyłam były olbrzymie. Na samej górze kończyły się łukiem, co nadawało im charakteru. Ciągnęłam klamki, by otworzyć te wrota, ale nie tyle wrota były ciężkie, co te klamki. Ale udało się.
Pierwsze co zobaczyłam, to piękne, duże, czerwono-czarne łoże o zawiniętych nóżkach. Po jednej i drugiej stronie łóżka czarne etażerki z dwoma szufladkami. Nad łóżkiem wielki żyrandol z czarnych pereł. Naprzeciw łóżka wielka ciemnoczerwona szafa. Dwa wąskie, wysokie, zakończone łukami okna, przez które wpadało tylko światło pełni księżyca. Weszłam na środek komnaty.
Obróciłam się w stronę tych olbrzymich drzwi. Koło nich było duże lustro. Podeszłam. Zauważyłam na nim plamy krwi. Nie zraziłam się tym prawie wcale. 
Nagle zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. Że to nie mój pokój. Przez chwilę chciałam mój kolorowy, malutki pokoik, a nie ciemną, wielką komnatę. Po minucie namysłu pomyślałam, że jeszcze ją pokocham. Potem zaczęłam się zastanawiać, że skoro moja komnata tak wygląda, to cały zamek i mieszkańcy (jeśli są) muszą być mroczni. Więc postanowiłam, że póki tu jestem, to całkowicie się odmienię. Z szalonej blondynki, pragnącej szczęścia, miłej i pogodnej, stanę się swoją odwrotnością, bo inaczej tu nie przeżyję. Nie zdałam sobie z tego sprawy, a zmieniłam się momentalnie.
I popatrzyłam w to zakrwawione lustro. Miałam czarne włosy z grzywką, która przysłaniała nieco moje duże, czarne oczy z długimi rzęsami. Usta czerwone, które może nawet zostały pomalowane krwią. Zadziwił mnie mój ubiór. Czarna bluzka, czarna krótka spódniczka, kabaretki na nogach i na rękach, czarne, skórzane creepersy, czarny pierścionek z perłą na prawej ręce. Nigdy nie byłam tak ubrana. Ale po chwili czułam się normalnie.

Pierwsze co zrobiłam, to sięgnęłam po czerwone świeczki o zapachu wiśni z jednej z etażerek i je zapaliłam. Komnata nieco się rozświetliła, a zapach wydawał się coraz to intensywniejszy. Uwielbiam wiśnie. Wzięłam skądś tackę, położyłam na niej świeczki i ułożyłam to na łóżku, a sama padłam na nie, jakbym miała ostatni sił. 

Usłyszałam skrzypienie podłogi zza drzwi. Usiadłam na łóżku, skuliłam się oczekując na to co się stanie. Wrota otworzyły się. Ukazała się niewyraźna postać za czerwoną mgłą. Podchodziła bliżej, i bliżej, a im bliżej, tym więcej emocji na mnie spływało w jednym momencie. To były piękne uczucia.
Zobaczyłam chłopaka. Nie takiego zwykłego. Pierwszy raz dla kogoś moje serce zabiło mocniej. Coś do niego poczułam. Zauroczyłam się od pierwszego wejrzenia. Ciemno czerwone włosy, blada twarz o cudnych, dużych, szarych oczach, równym nosie, idealnych ustach. ciemny ubiór, biżuteria w postaci lekkiego piercingu. Bicie serca przyspieszyło, gdy się do mnie odezwał.

- Witaj, Lénko. Jestem Alex. Witaj w tych skromnych progach, księżniczko.

"Księżniczkę" zapamiętam do końca życia. Mówił swoim zimnym głosem, który mnie wydawał się cudny. Ja również odezwałam się chłodnym tonem, ale tak, jakbym mówiła nim od zawsze.

- Witaj. Pięknie tu. Tak przytulnie.
- Cieszę się, że podoba ci się tutaj, księżniczko.
- Każdą dziewczynę nazywasz księżniczką?
- Tylko te piękne, ty jesteś jedyną piękną.

Serca biło mi jeszcze szybciej.

- Czy to sen? - zapytała, szczerze mówiąc, to wtedy tak jak i teraz nie znałam odpowiedzi.
- Oczywiście, że nie. Jesteś w drugim, lepszym świecie. Został on stworzony, byś mogła robić to, co ci się podoba oraz to, czego nie zrobiłabyś za życia.

Uwierzyłam w to, że to nie sen. Ale jak to? Co miało znaczyć ostatnie zdanie?

- Czyli ja nie żyję? - spytałam nieco drżącym głosem.
- Witaj wśród duchów, księżniczko.